Wydanie drugie, poprawione. Albo raczej - reedycja.
Dodatki na bloga
Kategorie: Wszystkie | Przeczytane | W trakcie
RSS
środa, 13 stycznia 2010
Leila Aboulel, Minaret, Warszawa 2009

Wszystkie książki o muzułmankach, jakie do tej pory przeczytałam, opisywały ich świat przez pryzmat tragedii zniewolenia kobiety przez religijnych fantyków. Siegając po Minaret spodziewałam się, że lektura tej książki dostarczy mi znowu dowodów na to, że bycie muzułmanką to najgorszy los, jaki może spotkać współczesną kobietę.

Tymczasem od pierwszych stron książki czekało mnie zaskoczenie. Bohaterką powieści jest Najwa, córka wysoko postawionego polityka. Mieszka w Chartumie, studiuje na tamtejszym uniwersytecie, na zakupy jeździ do Paryża i Londynu, ubiera się zgodnie z europejską modą, a jej rodzce są nowocześni i postępowi. Fanatycy regilijni, nawet jeśli są w Chartumie, to stanowią swoisty folklor tego miasta i nie zagrażają świeckiej egzystencji Najwy.

Niestety, pewnego dnia "moja pozycja w świecie spadła. Znalazłam się w miejscu, gdzie sufit wisi nisko i jest tak ciasno, że trudno się poruszać." W wyniku politycznego przewrotu ojciec Najwy traci stanowisko, a wkrótce i życie, a dziewczyna wraz z matką i bratem ucieka do Londynu. Życie na emigracji nie jest wcale tak proste, jak się to wcześniej wydawało. Pieniądze, zgromadzone przez ojca, okazały się nie być tak wielkie,  jak wszyscy sądzili, a nikt z tej trójki nie posiadał ani kwalifikacji zawodowych, ani doświadczeniaa aby pracować i utrzymać rodzinę.

"Istnieje wiele rodzajów bólu, wiele poziomów upadku. Podczas pierwszych tygodni w Londynie czulismy, że drży pod nami ziemia. Kiedy Babę uznano winnym, załamaliśmy się, a nasz dom zaroił się od ludzi. Mama płakała, Omar walił w ścianę, nie spaliśmy po nocach. Kiedy Baba został powieszony, ziemia, po której stąpaliśmy, rozstąpiła się i zaczęlismy spadać, spadaliśmy bez końca, wydawało się, że nigdy nie przestaniemy spadać, jakbyśmy mieli spadać przez wieczność i nigdy się nie zatrzymać. Zupełnie jakby to była dla nas kara, przepaść bez dna, nasze wrzaski kierowane do siebie nawzajem. Staliśmy się dla siebie obcy, po prostu dlatego, że nigdy przedtem nie widzieliśmy upadku żandnego z nas." Omar wikła się w biznes narkotykowy i trafia do więzienia, matka umiera i Najwa zostaje sama w Londynie. Aby się utrzymać - zaczyna pracować jako służąca.

I chociaż wydaje się, że straciła w swoim zyciu wszystko, to Najwa jednak zyskała coś, co uczyniło jej zycie nie tak pustym i jałowym. Pocieszenie odnalazła w religii, kryjąc się za hidżabem odzyskała wewnętrzną harmonię, a jej wczesniejsza jałowa egzystencja przedstawicielki złotej młodziezy zyskała sens. Najwa sama odkrywa sens swojej wiary i dobrowolnie zaczyna żyć wedle jej wskazań: "wychodziłam z meczetu ożywiona, w pełni świadoma i spokojna, niemal szczęśliwa."

Książka ta pokazuje, że religia, która jest świadomym wyborem człowieka - nawet jeśli pozornie wydaje się go ograniczać, tak naprawdę go ubogaca. Najwa straciła wszystko - pieniądze, zaszczyty, ale zyskała coś o wiele ważniejszego - wiarę, która pozwoliła jej zrozumieć koleje własnego losu i nadać tym wszystkim wydarzeniom głębszy sens.

00:03, kasia111177
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 stycznia 2010
Zaskakujące skutki czytania powieści sensacyjnych

Steve Berry, Dziedzictwo templariuszy, Kraków 2007

Ostatnimi czasy czytuję coraz więcej powieści spod znaku Kodu Leonarda. Może dlatego, że spiskowa teoria dziejów świetnie się wpisuje w mój najeżony dziwnymi zbiegami okoliczności żywot. A poza tym korzystając z dobrodziejstw biblioteki publicznej częściej sięgam po literaturę bardzo popularną.

Przeszło pięćset stron Dziedzictwa tempalriuszy Steva Berry`ego czytałam wieczorami, szukając w nich odstresowania od całodziennych, często jałowych dyskusji z upierdliwymi klientami. Strony przewracały się w zaskakująco szybkim tempie...., ale bez żalu potrafiłam odłozyć książkę na dwa dni. Poszukiwania tytułowego dziedzictwa templariuszy i ich mitycznego skarbu choć napisane ciekawie, nie były porywające. Ot, kolejna historia, w której poszukiwanie mitycznego nieznanego wyzwala najniższe ludzkie instynkty i pokazuje bezwzględność człowieka w walce o władzę nad światem. Plus oczywiście krótki wykład z dziejów zakonu templariuszy. Swoisty Pan Samochodzik dla dorosłych. Jest jednak w tej książce coś, co powoduje, że lektura nie jest tylko rozrywką. Berry wkłada w usta Szymona oryginalną interpretację Ewangelii i zmartwychwstania Chrystusa. Interpretację, która przemówiła do mnie bardziej niż wieloletnie katechezy, na których słyszałam, że Pisma Świetego nie można rozumieć dosłownie. Ale nikty nie wyjaśnił, jak owo "niedosłownie" ma wyglądać. Tymczasem powieść sensacyjna, napisana w dość oklepanym schemacie fabularnym wyjaśnia tajemnicę w taki sposób, że interpretację Pisma mogę zaakceptować i uwierzyć w nią. Ciekawych nauczania Szymona - zapraszam więc do lektury.

 

19:15, kasia111177
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 stycznia 2010
Szyfr Szekspira Jennifer Lee Carrell

 W świątecznym Dużym Formacie podano przepis na bestseller spod znaku Dana Browna - tajemnica + obdarzona ogromną wiedzą atrakcyjana pani doktor + przystojny pomocnik (chętnie były oficer służb specjalnych). 

Autorka Szyfru Szekspira skorzystała z tego przepisu, ale książka mimo zastosowania znanego schematu fabularnego nie razi wtórnością. Zachwyciła mnie przede wszystkim ogromna wiedza głównej bohaterki na temat autora Hamleta, podana tutaj w niezwykle przystępny sposób. Co ciekawe, wiekszość tych informacji jest "najprawdziwszą prawdą". Kate opowiada o Szekspirze tak, jak nie opowiadał w szkole żaden polonista - a szkoda, bo okazuje się, że jest to niezwykle ciekawa postać. Jednocześnie powieść jest swoistą reklamą dramatów Szekspira - kolejne morderstwa są inspirowane jego sztukami. Po lekturze ksiązki z ciekawością przejrzałam swoje egzemplarze dramatów Szekspira szukając w nich tej pasji, która tak zafacynowała bohaterów  J. Lee Carrell.

Książkę polecam na zimowe wieczory, bo jest świetną intelektualną rozrywką (trzyma w napięciu do końca).

17:22, kasia111177
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 października 2009
Leszek K. Talko, Dziecko dla profesjonalistów, Warszawa 2006

Największe marzenie każdego dziecka? Być dorosłym i móc samodzielnie decydować o swoim życiu. 

Ach, jak to będzie cudownie, kiedy nikt nam nie będzie mówił co i jak mamy robić, kiedy sami będziemy wybierać program w telewizji, gasić o dowolnej porze światło, chodzić swoimi ścieżkami. Już nigdy więcej nie usłyszymy” musisz” i „zrób to”. Sielanka!

O święta naiwności! Żadne z dzieci nie przypuszcza nawet, że dorosłość i bycie rodzicem to praca przez 24 godziny na dobę pod dyktando ludzi, którym nie wyrosły jeszcze  zęby i nie nauczyli się artykułować wszystkich głosek. Za to świetnie potrafią wyegzekwować realizację swoich mniej lub bardziej wymyślnych planów.

Swoje najbardziej ekstremalne przygody z dwójką dzieci: Pitu i Kudłatą, Leszek K. Talko opisał w cyklu felietonów zebranych w kilku tomach, z których trzeci – Dziecko dla profesjonalistów miałam okazję niedawno przeczytać.

Para głównych bohaterów to istne półdiablęta weneckie, które z wrodzonym wdziękiem i rozbrajającą szczerością w wydawaniu osądów poznają świat. Każdy najbardziej szalony pomysł zrealizują, gnani dziecięcą ciekawością. Rodzice potrafią się tylko temu bezradnie przyglądać i minimalizować szkody.

Po lekturze tych felietonów stwierdziłam, że moje własne dzieci nie są takie złe, skoro czasem dają mi chwilkę wytchnienia. A książkę polecam tym wszystkim, którzy cenią sobie poczucie humoru Leszka Talki. Ja swego czasu lekturę piątkowej Gazety telewizyjnej zaczynałam od jego felietonów i bardzo żałuję, że ich już tam nie ma.

14:16, kasia111177
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 września 2009
Wszystko o moich kotach

Doris Lessing, O kotach, Warszawa 2008

 

Ludzie dzielą się na dwie kategorie -  tych, który koty uwielbiają i tych, którzy darzą ich szczerą nienawiścią. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto na pytanie o kotach powiedziałby "te stworzenia są mi obojętne".  Jako wielka miłośniczka kotów ucieszyłam się na wiadomość, że Doris Lessing popełniła jakieś dziełko na koci temat.

Zachwycona Piątym dzieckiem z przyjemnością wygrzebałam na bibliotecznej półce O kotach.  I spędziłam miły wieczór czytając o przygodach kotów, które towarzyszyły narratorce powieści w różnych etapach jej życia. I którym ona towarzyszyła w różnych etapach ich życia. Trzy opowiadania zebrane w tej książce są jak koty - milutkie, nieabsorbujące. I jak koty pełne pasji i wielkich emocji. Kocie życie to nie tylko mruczando pod piecem, ale i tragedie, triumf witalizmu i chęci przetrwania.

"Po całym życiu w towarzystwie kotów zostaje nam osad smutku, ale odmienny od tego, który winni jesteśmy ludziom. To połączenie żalu wywołanego kocią bezradnością i poczucia winy za cały rodzaj ludzki".

Lessing toczy ze swoimi kotami nieustająca, niemą rozmowę, dialog o wielkiej mądrości matki natury, która obdarzyła swoje dzieci instynktami silniejszymi od rozumu. I o zadziwiającym podobieństwie losów ludzkich i kocich. Kocie zaloty, macierzyństwo, walka o dominację, starzenie się są bardziej ludzkie niż komukolwiek mogłoby się to wydawać. Akcja toczy się leniwie, niespiesznie, ale przecież każdy właściciel kota wie doskonale, że czasem robienie absolutnie niczego wystarcza na cały dzień.

Polecam na ją na jesienne wieczory - najlepiej czytać w towarzystwie własnego kota;)

 

sobota, 15 sierpnia 2009
Pomaluj to na czarno

Janet Fitch, Pomaluj to na czarno, Warszawa 2008

Mały szczęśliwy świat Josie i Michaela rozpada się na milion kawałków w chwili, kiedy Josie odbiera telefon z prośbą o zidentyfikowanie ciała samobójcy. Jeszcze przez moment ma nadzieję, że to jakaś koszmarna pomyłka, ale ciało, które musi obejrzeć w prosektorium jest ciałem ukochanego.

"Michael nie chciał już Montmarte'u, Błażeja i małej Żanny, nie chciał już niczego, po prostu niczego. Zupełnie jakby życie było rysunkiem, który mu nie wyszedł. Ale teraz nie możesz już zacząć od nowa, Michael. Miałeś tylko ten jeden szkic, więcej ich nie będzie."

Janet Fitch pokazuje w "Pomaluj to na czarno" kolejne etapy żałoby Josie. Od niedowierzania, po złość na Michaela za to, co zrobił. Josie rusza w zaprawioną alkoholem i narkotykami podróż w głąb swojego smutku, jednocześnie dokonując wiwisekcji związku, który ją łączył z Michaelem. Czy naprawdę był tak szczęśliwy jak początkowo twierdziła? Przecież szczęśliwi ludzie nie wyjeżdżają do zapomnianego na amerykańskich bezdrożach motelu, aby w obskurnym pokoiku strzelić sobie w głowę.

Tragedia zbliża Josie do matki Michaela i dzięki temu poznaje ona inne oblicze kochanka. Zaczyna rozumieć, że jest on mistrzem autokreacji, niezwykle często mijającym się z prawdą jeśli chodzi o ocenę zdarzeń, czy ludzi. I tak jak Josie wpadła w sidła Michaela, który starał się ukształtować ją na swój sposób wpada w sidła jego matki. Czy znajdzie wystarczająco siły, aby odciąć się od tamtych wydarzeń i zacząć żyć własnym życiem?

Jest to niezwykle trudna do czytania powieść. Jest tak naładowana emocjami, żalem, smutkiem, nienawiścią, że trzeba ją sobie dawkować. Jest bardzo realistycznym zapisem uczuć, jakie towarzyszą człowiekowi w tak trudnej sytuacji. Wiem to, bo ktoś bardzo mi bliski odszedł w ten sposób.

Na pewno nie jest to lekka lektura na wakacje, ale warto ją poznać, żeby zobaczyć jakim piekłem jest żałoba i że zdawkowe "współczuję" to zbyt mało, aby ukoić ból.

 

 

sobota, 01 sierpnia 2009
W imię miłości

Jodi Picoult, W imię miłości, Warszawa 2008

Nina Frost jest twardą kobietą. Jako zastępca prokuratora oskarża w procesach o molestowanie seksualne dzieci. Co dzień styka się z bestialstwem dorosłych wobec dzieci, co dzień zderza się też z twardymi regułami prawa, które każdą, najmniejszą nawet, nieścisłość każą rozpatrywać na korzyść oskarżonego.  Widzi przerażonych rodziców i ich zagubione dzieci, którzy patrzą jak oprawca uchodzi wolny z sali rozpraw.

Odskocznią jest dla niej dom i rodzina - wspaniały mąż, kochany synek, poczęty i urodzony wbrew złowróżbnej diagnozie lekarzy. Nina jest kobietą spełnioną, bo:

"rzecz w tym, że ja po prostu uwielbiam swój zawód, który mnie określa: Nina Frost, zastępca prokuratora okręgowego. Ale jestem także matką Nathaniela i tej etykietki również bym nie zamieniła na żadną inną. Linia podziału między moimi dwoma wcieleniami przebiega dokładnie w połowie - żadne nie jest uprzywilejowane."

Sielanka nie trwa zbyt długo - pięcioletni Nathaniel nagle milknie, a wkrótce wychodzi na jaw, że jest on ofiarą pedofila. Nina wie, że musi zrobić wszystko, aby odkryć sprawcę, wie też, że śledztwo i ewentualny proces będą niezwykle trudne dla jej synka. O ile do procesu dojdzie, ponieważ prawo obwarowuje możliwość składania zeznań przez dzieci wieloma warunkami, których spełnienie niejednokrotnie przekracza możliwości emocjonalne i intelektualne małych ofiar.

Co w tej sytuacji powinna zrobić Nina - matka, a co Nina - prokurator? Czy powinna zaufać prawu i jego ślepym wyrokom, czy też sama wziąć w swoje ręce zadanie wymierzenia sprawiedliwości? Odpowiedzi nie zdradzę, bo książkę warto przeczytać.

Jest to powieść o bezsilności człowieka wobec prawa i ustanowionych przez nie reguł. O sprzeczności norm prawnych z poczuciem sprawiedliwości. Główna zasada prawa głosi, ze wyrok ma być karą, a nie zemstą. Ale czy wtedy, kiedy ofiarami są Twoi bezbronni najbliżsi to starotestamentowa zemsta w myśl zasady "oko za oko, ząb za ząb" nie jest najodpowiedniejsza? Co robić, kiedy widzisz, ze oprawca twojego dziecka może ujść przed wymiarem sprawiedliwości?

Jodi Picoult ma niewątpliwy talent do snucia opowieści - czasem co prawda nagromadzenie zwrotów akcji może sprawiać wrażenie, że powieść jest przekombinowana (i takie też były moje pierwsze refleksje po lekturze tej książki), ale dziś mogę powiedzieć, że jak mało kto potrafi stworzyć współczesną, wielowątkową powieść. Pisze tak sugestywnie, ze przez kilka tygodni po przeczytaniu książki miałam swoje dzieci pod baczniejszą niż zwykle uwagą.

"W imię miłości" polecam każdemu, kto nie boi się czytać o tematach trudnych i kontrowersyjnych - ale ostrzegam -  nie jest to lekka lektura na plażę. A na mojej półce czeka już kolejna powieść tej autorki.
czwartek, 30 lipca 2009
Wyzwaniowo...

Poznaję "Pomaluj to na czarno" J. Fitch. Uwaga! Wcišgajšca!

10:59, kasia111177 , W trakcie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009
"Prawie dzieciństwo"

Hans - Georg Behr, Prawie dzieciństwo, Kraków 2009

 

II wojna światowa to temat tak często poruszany w literaturze, że wydaje się, iż pisarze nie są już w stanie powiedzieć o niej niczego nowego.  Oddawano już w literaturze głos i zwycięzcom i przegranym, Żydom, Polakom, Niemcom, Rosjanom. Ofiarom i oprawcom.

Napisać wiele lat po wojnie coś nowego i odkrywczego o niej to rzecz wydawałoby się niemożliwa.

A jednak. Behr w wydanej w 2002 roku książce pokazuje inne spojrzenie na II wojnę światową. Bohaterem powieści, przez którego pryzmat przemawia narrator jest dziecko, syn faszysty, wychowywany w domu dziadków - antyfaszystów. Ten dysonans powoduje, że chłopiec widzi faszyzm oczami i jego zwolenników i jego zagorzałych przeciwników. Jak dziecko przyjmuje poglądy i jednych i drugich, nie zauważając, ze wzajemnie się one wykluczają. Ale czytelnik nie jest dzieckiem i jest w stanie wychwycić przede wszystkim moc hitlerowskiej propagandy i dostrzec jej obłudę.

Ale nie tylko faszyzm jest treścią tej książki. Także i dorastanie. Chłopiec dojrzewa, poznaje różne strony życia - doświadcza czym jest miłość (zwłaszcza ze strony dziadków), ale wie też co to upokorzenia, jak boli gorycz oszczerstw, doświadcza molestowania. O wszystkim tym mówi z bezustannym zdziwieniem, z pozycji naiwnego obserwatora.

"Dziecku wcześnie wbito do głowy, że nie jest pępkiem świata, i nauczono, że mniej cierpi, kiedy, kiedy nie zwraca na siebie uwagi. Osaczone powtarzanymi w nieskończoność poleceniami "musisz teraz" lub "tak się nie robi", nie było zbyt szczęśliwe, kiedy więc tylko mogło. Wycofywało się ze świata słów w pól realny, pół wyobrażony, ogarnięty cieniem lub półcieniem świat zieleni."

Jest to powieść inicjacyjna, tyle, że kolejne etapy dorosłości, jakie poznaje dziecko to jak wtajemniczanie w kolejne kręgi piekła. Słusznie mówi popularna reklama, że "prawie czyni ogromną różnicę"

W jakiejś recenzji, przeczytałam, że jest to "Mikołajek z czasów II wojny światowej". Coś w tym jest, bo narrator opisuje wszystko takim, jakim to widzi, bez skrępowania opisując rodzinne sekrety. Jednak temat książki jest poważny, a przygody dziecka niewiele mają wspólnego z psotami Mikołajka, więc mamy tu do czynienia z czarnym humorem. Bardzo czarnym.

Książkę polecam, bo wciąga i jest jedną z tych powieści, które mają w sobie jakąś magnetyczną moc - nawet jeśli jesteś znużony lekturą, nie potrafisz jej odłożyć na półkę, póki nie doczytasz do końca.

poniedziałek, 06 lipca 2009
Wieczorami....

...zaczytuję się w historii niegrzecznej dziewczynki i grzecznego chłopczyka w powieści Mario Vargas Llosy

09:06, kasia111177 , W trakcie
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2